Panika w polskich szkołach – strach przed pedofilią paraliżuje szkoły.
Witajcie w nowej rzeczywistości polskich szkół, gdzie każda osoba, która znajduje się w okolicach ucznia, jest z automatu podejrzana o pedofilię.
? „Lex Kamilek” – kiedy papier jest ważniejszy niż zdrowy rozsądek?
Bo przecież w oczach Lex Kamilek każdy jest potencjalnym zagrożeniem, nawet jeśli jedynie pomaga uczniowi wysuszyć włosy po basenie. MEN ma na to jasną odpowiedź – oczywiście, że rodzice muszą dostarczyć takie zaświadczenie. Bo przecież lepiej dmuchać na zimne, prawda? Szkoda tylko, że dmuchamy aż do momentu, w którym szkoły zaczynają parować od biurokracji.
Lex Kamilek wprowadza chaos, którego nikt nie jest w stanie ogarnąć. Absurd goni absurd. Rodzice muszą składać deklaracje, że nauczyciel wychowania fizycznego może dotknąć ich dziecka podczas asekuracji przy ćwiczeniach – bo, nie daj Boże, ktoś poczuje się urażony, że pedagog wykonuje swoją pracę. Magdalena Mazur, dyrektorka jednej z krakowskich szkół, przyznaje, że nie przyszłoby jej to do głowy, ale jednak znalazła się w sytuacji, w której segregatory wypełnione są dziesiątkami zgód i zaświadczeń. W ten sposób powstaje biurokratyczny Frankenstain, który zamiast chronić dzieci, paraliżuje codzienną pracę szkoły.
Ale spokojnie, MEN uważa, że wszystko jest pod kontrolą. W końcu, gdy rodzice towarzyszą dzieciom w kinie czy na basenie, to oczywiście muszą mieć odpowiednie zaświadczenie. No bo przecież lepiej, żeby ich dzieci przemokły niż żeby ryzykować dotyk kogoś bez papieru z pieczątką.
I to jest kluczowe w nowym prawie. Lex Kamilek zakłada, że każdy, kto ma styczność z uczniem, jest podejrzany. I to bez wyjątku. Najważniejsze są odpowiednie papiery, a jeśli ich nie masz – to lepiej nie wychodź z domu. Nawet uczelnie mają problem z Lex Kamilek – nie wiedzą, co zrobić z niepełnoletnimi studentami, bo nie ma gwarancji, że będą odpowiednio pilnowani. Możemy spodziewać się, że niedługo zaczną pytać o zaświadczenia od gości zaproszonych na akademie szkolne. A może i od piosenkarek, które występują w szkolnych koncertach?
Jak przyznaje małopolska kurator oświaty Gabriela Olszowska , to wszystko przerosło szkolne placówki. W efekcie nikt nie wie, co ma robić. Jedni zbierają zaświadczenia, inni nie, a kuratoria są zalewane pytaniami o to, jak interpretować nowe przepisy. Pracodawcy również mają dość – boją się przyjmować na praktyki niepełnoletnich uczniów, obawiając się, że będą musieli sprawdzać całą swoją kadrę. Koszt zaświadczenia o niekaralności to „tylko” 30 zł – drobnostka, prawda? No, chyba że masz kilku pracowników i nie masz zamiaru marnować czasu na wypełnianie formularzy.
W teorii Lex Kamilek miała chronić uczniów i zwiększać standardy bezpieczeństwa, ale w praktyce jedynie tworzy barierę między nauczycielami a dziećmi. Pedagodzy boją się podejmować jakiekolwiek działania bez odpowiednich zgód i dokumentów, a uczniowie stają się jedynie numerami w formularzach. Nauczyciel boi się zostawać z uczniem sam na sam, bo może to skończyć się oskarżeniami. Nawet zwykłe napisanie uczniowi „trzymam za ciebie kciuki” przed olimpiadą, jak zauważa Przemysław Rojek, polonista z krakowskiego liceum, może być uznane za nieodpowiednie.
Cóż, skoro MEN stawia na prewencję, to z pewnością wszyscy możemy czuć się bezpieczniej, otoczeni stertami dokumentów i pieczątek. Przepisy miały zapobiegać nieszczęściom, ale zamiast tego nauczyciele boją się podjąć jakąkolwiek interwencję, żeby przypadkiem nie naruszyć czyichś „granic komfortu”. Bo przecież najważniejsze, żeby trzymać się przepisów, nawet jeśli one nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Zachęcamy was do podzielenia się swoimi przemyśleniami i przykładami absurdalnych sytuacji związanych z wprowadzeniem ustawy Lex Kamilek w Waszych szkołach. Jakie wyzwania i problemy napotykacie na co dzień?
? Czy zdarzyło Wam się zbierać absurdalnie nadmiarowe dokumenty, takie jak zaświadczenia o niekaralności od rodziców towarzyszących na wycieczkach szkolnych?
? Czy macie poczucie, że nowe przepisy raczej utrudniają niż wspierają Waszą pracę z uczniami?
? Jakie konkretne sytuacje w Waszych placówkach szkolnych pokazują, że nowe regulacje mogą prowadzić do paraliżu zamiast realnego wsparcia?
? Czy uważacie, że Lex Kamilek jest odpowiedzią na realne potrzeby bezpieczeństwa uczniów, czy może raczej tworzy zbędną biurokrację?
Dzielcie się swoimi historiami i wątpliwościami! Razem możemy wypracować rozwiązania i stworzyć dialog na temat lepszych przepisów w edukacji.


